piątek, 11 października 2019

Pamięć jest zawodna...

Hej...
Ostatnie dni wyjątkowo dają mi się we znaki a mój organizm bardzo usilnie stara mi się pokazać jak zawodna jest moja pamięć.... Tak-przeszłam dwie ciąże.. Tak-każda była inna jednak za każdym razem miałam książkowe dolegliwości, miesiąc po miesiącu.....Jakże ja szybko o tym zapomniałam...

W wolnym tłumaczeniu- 9 tydz. (ciąży) ;P
Jakoś tak zapomniałam o tym ze w nocy nie mogłam spać bo chciało mi się....blleeee..... że nie mogłam znieść zapachu przy otwieraniu lodówki....że odrzuca mnie jak mąż zje cokolwiek co zawsze lubiłam a teraz nienawidzę......czyli od niewielu rzeczy mnie nie odrzuca ;) Kończy się moje ukochane spanie na brzuchu, zaczynam tworzyć pięterko pod głową niczym moja babcia bo na płasko zaczyna mi się spać niezbyt komfortowo, odrzucam w nocy rękę męża z brzucha bo mnie ciśnie :/, zapominam, notorycznie zapominam o ważnych rzeczach.....Wkurzam się o byle co i byle gdzie zdecydowanie bardziej niż zwykle....
No i sikanie. Sikanie przed wyjściem z psem, sikanie po wyjściu z psem. Sikanie przed wyjściem do sklepu, sikanie w sklepie i pędem trzeba do domu  z zakupami bo...sikuuuu. W nocy sikanie, w dzień sikanie. Sikanie po południu, przed obiadem , po obiedzie....sikanie na zawołanie ;)

Jejuuu jaka ta pamięć jest ulotna.... Pamięta pierdoły, pamięta że MĄŻ powiedział jakąś bzdurę, że dziecko coś zbroiło, czy pies zrobił kupę na ostatnim spacerze czy też nie...a nie pamięta 9 miesięcy mordęgi....
No nie, nie dramatyzujmy-wg, książek ciąża jest najpiękniejszym okresem w życiu każdej kobiety  o czym przypomina mi mój mąż za każdym razem gdy napierdzielają mi plecy-rozluźniają się już powoli więzadła-lub gdy cofa mi się na widok kurczaka albo czekolady....tudzież przy każdej innej okazji gdy dokuczają mi ciążowe dolegliwości ;) ;p

Więc tak, oczywiście jest wiele chwil wyjątkowych, niepowtarzalnych i cudownych natomiast często dolegliwości przysłaniają całą resztę zwłaszcza gdy są wyjątkowo uciążliwe. Ja mam tego pecha że moje są niestety uciążliwe chociaż dzięki temu cieszę się każdą wyjątkową chwilą w której jest mi dobrze lub lepiej, niż jeszcze parę godzin wcześniej....

Ostatnio byłam u przyjaciółki-znamy się od zerówki :D Wiadomo że bywało różnie-jak w małżeństwie-lepsze  i gorsze chwile ale najważniejsze że nadal jesteśmy razem, mamy dla siebie zrozumienie, możemy sobie wszystko powiedzieć i pomimo burz zawsze wychodziło słońce :)  Na wejściu jej mąż zapytał co do picia-chciałam powiedzieć że przecież obojętnie-albo to co zwykle bo zawsze to była kawa albo jeszcze dodatkowo herbata zielona w nocniku ;)-tzn jak największym dostępnym kubku bo pić to ja zawsze piłam dużo i lubię-pomyłka-lubiłam herbaty wszelkiego rodzaju.
W każdym razie jak tylko ledwo powiedziałam że obojętnie to zaraz myślę-KUXWA, KOBIETO, JAKIE OBOJĘTNIE...CHCESZ HAFTA PUCIC NA STÓŁ???   -fakt że nawet jakbym puściła hafta na stół, dom mojej przyjaciółki jest na tyle przyjaznym miejscem że nikt by tragedii  z tego nie zrobił poza tym że wszyscy mieli by  z tego ubaw chyba do końca moich dni i przy każdej dobrej okazji, najlepiej w obecności dużej ilości gości  z namaszczeniem ta historia była by przypominana ;)
W każdym razie  przyjaciółka zaproponowała wodę z cytryną co było bardzo dobrym posunięciem :))

Moja przyjaciółka urodziła niedawno trzecie dziecko :) Mały jest słodziakiem i moim zdaniem grzeczny-chociaż podejrzewam że i w tym aspekcie moja pamięć postanowiła wyprzeć z głowy wszystkie rzygi rozbryzgnięte na mnie , moje włosy i podłogę...wszystkie noce spędzone na oglądaniu audycji dla dzieci z melodiami uspakajającymi....wszystkie rzadkie kupy po pachy-chociaż co do kup to pierwsze kupy to jest nic....Jestem pielęgniarką i przed ciążą pracowałam z dorosłymi zazwyczaj w większości leżącymi więc kupka dziecka po mleku to był miód na moje serce ;D

Schody zaczęły się przy wprowadzaniu warzyw owoców -nie powiem trochę się zgarbiłam-nie mówiąc o moim mężu ;) ;P ale generalnie są rzeczy gorsze od  śmierdzącej kupy-np. śmierdząca kupa pod paznokciami, albo śmierdząca  kupa na spodniach gdy pielucha przesiąknie, albo ulubione klocki dziecka w nocniku ze śmierdzącą kupą których wyrzucić nie możesz...o nie nie nie....musisz wyjąć wszystkie i dokładnie umyć i zdezynfekować bo przecież dziecko je chce!!! akurat te!! Są ukochane więc zostały z namaszczeniem zamoczone w produkcie własnego ciała :D

Tak, na pewno moja pamięć o tym zapomniała bo gdyby pamiętała to myślę że mocno bym się zastanowiła nad kolejną ciążą albo chociaż zapaliła by mi się jakaś czerwona lampeczka chociaż taka malutka, malusieńka a tu nic......... Chociaż teraz gdy już moje dzieci dość podrosły wiem, ze wszystkie te kiepskie chwile mijają a później mimo wszystko wspomina się takie rzeczy najlepiej..... :D

Zdecydowanie jednak wiem o tym że moja pamięć najbardziej na świecie postanowiła wyprzeć z mojej głowy poród i nawet nie chce mi się do tego specjalnie wracać...Oczywiście była to piękna wiekopomna chwila, gdyż przyszły na świt moje kochane, wyczekane dzieci jednak jakoś zachodząc w kolejną ciążę nie myślałam zupełnie o tym że to dziecko trzeba będzie jeszcze urodzić ;) Nie myślałam o stresie, bólu, styraniu fizycznym , pobycie w szpitalu itd... No ale co tam,  dam radę... co nie? ;)

Dzisiaj też moje spodnie przypomniały mi o tym o czym moja głowa zapomniała czyli że rośnie mi brzuch....Niby rzecz banalna a jednak można o tym zapomnieć, o jakże można......
Noszę spodnie jeszcze sprzed ciąży -nie wszystkie ponieważ niektóre szybko stały się za ciasne głownie w biodrach.....Chociaż brzuszek już widać to jakoś tam się wciskam. Dzisiaj postanowiłam umyć lodówkę. Spodnie które noszę ostatnio dość często postanowiły nagle rozerwać się w miejscu guzika. Usłyszałam tylko trach i myślę-ja pierdziule...kobieto, przydało by się pomyśleć o tym że już nie masz figury biegaczki tylko raczej wydry która zjadła wiadro ryb i próbuje się wcisnąć w swoją norkę... Całe szczęście tylko że w swojej naiwności nie poszłam w tych spodniach do sklepu i nie postanowiłam sięgać z czegoś z najniższej z najniższych półek w najdalszym kącie bo bym chyba umarła ze wstydu...
Tak, zdecydowanie trzeba na nowo do tego przywyknąć że rozmiar ubrań muszę trochę zmienić na większe .....biust rośnie, brzuch rośnie, waga rośnie.....   Cóż takie uroki..... ;)

Czekam z utęsknieniem na kolejne przypominajki ;P  które całkiem przypadkiem wyleciały mi z głowy.... Z pewnością jest ich sporo i to takich o których przez ostatnie 5 lat nawet mi się nie śniło.. ;)

Całkiem poważnie mimo uroków ciąży które niewątpliwie istnieją uważam że jest to okres zdecydowanie trudny dla kobiety, pełen zmian, burz, wahań nastrojów-od płaczu na reklamach, przez paraliżujący strach podczas wieczornego spaceru z psem między krzakami , wściekłością spowodowaną brakiem majonezu kieleckiego w sklepie pod blokiem aż do euforii spowodowanej nowymi skarpetami w szczury-chociaż to akurat miałam zawsze ;) ;P

Pamiętajcie-ciąża nie choroba :D :P jak ja to "kocham".... ;P

P.S. Na FB należę do grypy "@ujowe panie domu" i jak na @ujową przystało- @ujowe jest też zdjęcie , chociaż robiąc je wydawało mi się że jest ok ;) ;P

czwartek, 3 października 2019

Dzień Chłopaka


WTF??

Wczoraj o ile się nie mylę-już oczywiście nie pamiętam ;P- był dzień chłopaka.
Ja, jak to ja mam tendencję do zapominania o datach tych ważnych. O tych mniej ważnych nie mam zielonego pojęcia ;) Mówi się ze to faceci nie pamiętają zwykle o takich rzeczach a  tutaj niespodzianka ;) Chociaż ja zawsze twierdziłam że mam coś z chłopaka ;P
Nie kręcą mnie godzinne zakupy  w galeriach handlowych, nie lubię w nieskończoność siedzieć, kawkować i plotkować, nie chodzę na piżamowe party z psiapsiółkami przy winie, czekoladzie i chipsach-jak już to wolę się obżerać w samotności "do lustra" jak typowy facet ;P

W każdym razie wczoraj wieczorem siedząc z mężem na łóżku usłyszałam przypadkiem że jest dzień chłopaka ;) czekałam na komentarz ze strony mojego męża ale po tylu latach chyba już przywykł do faktu że rzadko kiedy dostaje cokolwiek w to święto- z resztą w inne święta też bywa różnie.....

No więc tak siedzimy i myślę sobie co by tu jeść żeby w końcu przestało mnie tak k@rewsko mdlić bo już nie mogłam tego znieść. Przypomniało mi się że w poprzedniej ciąży robotę robiły chrupki kukurydziane serowe-wiem wiem mega zdrowy produkt, nieprzetworzony idealny w diecie ciężarnej. Ponieważ ciąża rządzi się swoimi prawami postanowiłam zdobyć chrupki.

Mówię do męża:
-wiesz co, tak siedzisz...może byś piwo wypił ... ;) Może bym Ci przyniosła :))  -NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ SPRZECIWU. My i tak pijemy piwo bez alkoholu więc tym bardziej czekałam na okrzyk radości ze strony męża.
 Na co on:
-A nie wiem...nie idź...chce Ci się? Nawet nie wiem czy chce mi się pić....

Ja....zonk-myślę- kurde,moje chrupki.... co mu jest....muszę go przekonać...muszę mieć moje chrupki... :o Pocę się i myślę nad kolejnymi argumentami

Mąż:-Tak pada deszcz...(FAKTYCZNIE NIEBO WYŁO WIELKIMI ŁZAMI-PEWNIE NAD MOJĄ CUDOWNĄ DIETĄ CIĘŻARNEJ) nie idź, nie wiem.....nie, już dzisiaj daj spokój...

Mój wewnętrzny głos rozpaczy wrzeszczał...więc postanowiłam się przyznać do zapominalstwa i mówię w akcie desperacji:
-bo wiesz, dzisiaj dzień chłopaka....to pójdę...chociaż coś dla Ciebie zrobię...zaraz przecież wrócę (TAK, TERAZ SIĘ ZGODZI, WIDZĘ TĄ JEGO MINĘ :D )

Mąż:No dobra, to idź jak chcesz

Jest jest jest :) będę miała moje chrupki :))

Ubieram się i idę jak na skrzydłach do sklepu :)) Nie przeszkadza mi ulewa, nieuczesane włosy, kałuże i zapchany nos-tak jestem podziębiona i mam katar ale chęć zdobycia serowych chrupek jest silniejsza od wszelkich przeciwności losu..... Idę szybkim tempem w dresach i kapturze żeby nikt mnie przypadkiem nie rozpoznał-fakt zbyt dobrze to ja nie wyglądałam....Gdyby było Haloween to nawet specjalnie nie musiałabym się starać  hahah ;P

Wpadam do sklepu-najpierw piwo- w końcu obiecałam mężowi więc to sprawa priorytetowa, poza tym przypał by był wrócić do domu z chrupkami, bez obiecanego piwa.....

JEST, Mam, nawet nie biorę pierwszego lepszego tylko chwilę się rozglądam. Biorę bezalkoholowe z lodówki żeby było chłodne, gotowe do wypicia-taka dobra jestem :D w końcu to dzień chłopaka :P

Później kieruję wzrok na półkę z chrupkami. OOO jaaaa ile tego tu jest...jak na taki sklep to normalnie rozkosz :D  Patrzę-są serowe i to jeszcze mega paka-nie no normalnie dziś to mam dzień dziecka :D  Ale zaraz....kilka paczek obok są chrupki bekonowe-pamiętam z dzieciństwa, zawsze były dobre ...Chwila zastanowienia.....
Myślę o chrupkach serowych- czy cofa mi się obiad??-nie-więc hop do koszyka... Ale bekonowe...hmmm....też mi się nie cofa...patrzę na inne...ketchupowe-nie...od razu czuję jakiś niesmak w ustach...
Dobra biorę serowe i bekonowe. Dwie paczki....Hmm powiem że jedna dla NIEGO do piwa :D tak to jest rewelacyjny pomysł. ON nie bardzo lubi bekonowe więc i tak pewnie ja zjem większość ale w razie czego mogę się przecież podzielić moją mega paką serowych.... Ok. Biorę dwie paczki i piwo. Wychodzę szczęśliwa ze sklepu.

W domu wyciągam piwko męża i dwie paczki chrupek.
Mąż pyta:-a co Ty tam masz ? Dwie paczki? Ty to zjesz?
Ja: Wiesz co, bo jak weszłam i PAN zobaczył moją minę to powiedział : "Bierz kobieto w ciąży to piwo i chrupki i wyjdź ze sklepu, tylko mi tutaj nie rzygaj....." I zaczął normalnie rzucać we mnie tymi paczkami chrupek więc złapałam dwie i wybiegłam :P :) heheh

tutaj oczywiście śmiech :) na szczęście często potrafię w sposób żartobliwy wybrnąć z opresji ;)

W każdym razie po chwili mąż do mnie: A to dlatego chciałaś iść do sklepu....
Ja -burak...przejrzał mnie....Zawsze to robi, udaje mu się choćbym nie wiem jak się starała....a ja zawsze myślę że jednak tym razem się uda-tak jak z jedzeniem po kryjomu czekolady, czy ukrywaniem worków foliowych do ponownego wykorzystania- ( ja mam trochę fiola na punkcie segregacji odpadów-moja druga połowa nie i tak na zmianę on wyrzuca woreczki np. po jabłkach czy pomidorach, ja wyciągam je z plastiku do ponownego użycia ;))....

Siedzimy sobie więc ON pije swoje piwo, ja trzymam obie paczki i w zasadzie to  już nie wiem czy mam ochotę na którąkolwiek...patrząc na obie czuję dziwny niesmak w ustach i w sumie sama nie wiem czy jednak nie zjadłabym  chleba z dżemem śliwkowym......

Tak, ciąża zdecydowanie rządzi się swoimi prawami :)

wtorek, 1 października 2019

zwykły poranek

No to zaczynam :)

 Jestem mamą dwójki dzieci-Emi-inaczej Isia-starsza córka nazwana tak przez młodszą, druga córka pieszczotliwie nazywana Pimpuś ;)  trzecie dziecko w drodze-płeć nieznana :) Posiadamy szczura-Kizię, świnkę morską- Toffika, rybki oraz od niedawna psa- przekochaną suczkę Zumę. Nasze życie jest raczej przeciętne ale zdecydowanie nie ma w nim miejsca a nudę. 


Wciąż coś się dzieje, wciąż w biegu-trzeba to , trzeba tamto, siamto....Dziecko do szkoły, drugie dziecko do przedszkola, pies na dwór, świnka wrzeszczy bo słyszy szelest worka otwieranego żeby nakarmić szczura...

Matko, matko, przydało by się coś zjeść....przemierzam drogę  z pokoju do kuchni która wcale nie jest długa ale jakże najeżona przeszkodami-tu piłka psa, tu wypadło ziarenko z klatki szczura-Kizi- "ałć"!!-  boli jak się stanie bosą stopą, klocek lego......, skarpeta?!! kto znowu zostawił skarpetę na środku korytarza!!??- aaaaa-to moja....no cóż każdemu może się zdarzyć... ;) docierając do kuchni słyszę już wołanie z pokoju- MAMA!! MAMA!!- biegnę bo przecież pewnie coś się stało...-

-Mama, zobacz- misie się tak ułożyły w łóżku że jeden drugiemu położył pupę na buzię, hahahah....
-No nieźle -mówię z uśmiechem- myślę- "JA PIERDZIELE, NO PRZECIEŻ MOGŁAM SIĘ TEGO SPODZIEWAĆ''

Wracając do kuchni żeby w końcu spróbować zrobić sobie coś do jedzenia uświadamiam sobie ze jeszcze nie byłam w wc. Oczywiście wc zajęte przez drugą córkę...

-Isia, długo jeszcze?-pytam spokojnie chociaż mocz mam już prawie na wylocie. Jestem w ciąży...co prawda to dopiero początek ale objawów mam już coraz więcej....

-Nie, już kończę-słyszę z wnętrza toalety...Po chwili bombarduje mnie seria pytań

- Mama a gdzie kupiłaś ten papier?? Fajny, taki miękki...

-Tak wiem , wyjdziesz już? 

-Tak już wychodzę, ale tutaj tak ładnie pachnie....-kupiłaś nowy odświeżacz? 

-Nie, on już tam jest 3 tygodnie- myślę WYJDŹ JUŻ PROSZĘ BO ZARAZ NIE WYTRZYMAM -mówię;
-Emi wyjdź już, co??, zaraz pogadamy.....
-No już zaraz wychodzę...

"Zaraz" w naszym domu zazwyczaj troooochę trwa....także jestem nieco poirytowana, boli mnie już pęcherz. Zrobiłabym to śniadanie ale wolę nie odchodzić za daleko od drzwi łazienki bo czyhają w domu jeszcze dwie podstępne osóbki które mogły by sprytnie wykorzystać moją chwilę nieuwagi i wedrzeć się niepostrzeżenie do toalety tuż po opuszczeniu jej przez starszą córkę.... Oczywiście każdy tylko na  "chwilkę'..... ;)

Po skorzystaniu z wc, zrobieniu na prędce czegokolwiek do jedzenia-chociaż w obecnej sytuacji cokolwiek nabiera nowego znaczenia... W obecnej sytuacji codziennie "cokolwiek" jest czym innym i może być tylko tym co w danej chwili nie wywołuje u mnie odruchu wymiotnego....Jednego dnia jest to grochówka z chlebem jasnym-i tylko jasnym -posmarowanym pasztetową i musztardą, drugiego dnia to musi być chleb z twarogiem  i dżemem -koniecznie jakimś kwaśnym ...na szczęście mam zapasy domowego dżemu swojego i od rodziców ze śliwek, porzeczek i agrestu oraz z mirabelek :) mmmm pycha ... rozpływam się......przypadkiem dotknęłam słoik z dżemem truskawkowym... bleee normalnie masakra...jak można jeść dżem truskawkowy...i te miękkie truskawki zatopione w lepiącej mega słodkiej marmoladzie....na sam widok mam konwulsje.......

W dalszej części poranka pomagam dziewczynkom się uszykować do wyjścia... 
Isia zaczęła szkołę w tym roku więc jest już stosunkowo duża, do tego w miarę poukładana, nie zmienia to faktu iż ma problemy z koncentracją i słuchaniem..... 10 razy
pytam czy ma wszystko, czy jest spakowana, czy ma chusteczki, chlebak, wodę, angielski....Umyła zęby, uczesała włosy..Zazwyczaj wszystko ma ale oczywiście jako mama nie wypada nie zapytać czy aby na pewno.... Oczywiście dziecko powinno nauczyć się odpowiedzialności , samo się pakować, pilnować itp ale niechby tylko czegoś nie przyniosło do szkoły to zaraz by było....że przecież mama powinna...mama musi....mama nie sprawdziła......Także ten...po upewnieniu się czy wszystko jest tak jak powinno zabieram się za trudniejszą część-dziecko drugie-słodkiego Pimpusia buntowniczkę....

Z Pimpusiem rzecz jest taka że Pimpuś wie, Pimpuś potrafi, Pimpuś nawet chce ale jakimś dziwnym trafem Pimpuś zaaawsze ma na wszystko czas, nagle przypomina jej się 100 tysięcy ważnych rzeczy które trzeba zrobić właśnie teraz... Pomalować nogi Jasminy w kolorowance, zrobić dla mamy serduszko z ciastoliny, pobawić się z Zumcią....Przebrać się 10 razy... 
Pimpuś ustalał poprzedniego dnia z mamą co ubrać do przedszkola dnia następnego ale przecież kobieta zmienną jest i nagle Pimpusiowi zmieniła się koncepcja... Nagle z kolorystycznie dobranych getrów i bluzeczki trzeba zrobić miszmasz-dołożyć grube skarpety i naciągnąć je na getry do połowy kolana niczym babuszka z Syberii, na getry założyć spodnicę z falbanami jak na odpust w Boże Ciało, na bluzkę z krótkim rękawem ubrać bluzkę bez rękawów z cekinami a na włosy wpiąć stos spinek...

I teraz tak.....Mam wybór-zostawić Pimpusia w jej stroju chociaż wygląda jakby jej zabrakło 5 klepki...jakby w domu nikt nie zwracał uwagi na ubiór dziecka i prawdę mówiąc ......w głowie mam 100 myśli a najgłośniesza a nich to- "CAŁE SZCZĘŚCIE ŻE NIE ODPROWADZAM JEJ DZISIAJ DO PRZEDSZKOLA-BĘDZIE NA MĘŻA ;p TAK, FACECI CZASEM NIE POTRAFIĄ UBIERAĆ GUSTOWNIE DZIECI- LUDZIE MU WYBACZĄ"

Druga opcja-walczyć z Pimpusiem-wytłumaczyć jej że tak się normalnie nie ubiera, że tak się nie powinno bo to nie wygląda dobrze, że przecież ta spódnica to na bal a nie do przedszkola a te spinki......a te skarpety to jakaś masakra...... No ale co mi z tego przyjdzie...Pimpuś się mega obrazi, zwyczajnie walnie focha. Będzie wrzask, że ja nie rozumiem, że ona nie chce, ona nie będzie, ona musi.....ja się tylko wkurzę i i tak nic z tego dobrego nie wyjdzie, Pimpusiowi będzie przykro-czy chcę tego? No nie chcę....

Jeszcze jakiś czas temu walczyłam-zdzierałam z nóg skarpety, Pimpuś wył a ja mówiłam że przecież źle wygląda, ze musi być ładnie, schludnie, włosy uczesane a nie jak czupiradło...Ale...no właśnie...jej postrzeganie tego co ładne jest całkiem inne niż moje. Czy chcę żeby moje dziecko było szczęśliwe? Czy raczej chcę żeby ładnie wyglądało bo przez pryzmat stroju mojego dziecka ludzie postrzegają mnie lepiej lub gorzej........ .  
Bzdura totalna...Dzisiaj wybieram szczęście Pimpusia. Kocham jej kreatywność i odwagę, jej poczochrane włosy, 10 spinek a na to opaska, gruba czapka kominiarka z uszami jesienią, okulary przeciwsłoneczne w sylwestra...Taka jest i nie będę z tym walczyć....

Po tych wszystkich ekscesach dzieci uszykowane do szkoły i przedszkola, ja względnie najedzona chociaż już i tak mam znowu mdłości....Mąż w miarę spokojnie się ogarnął do wyjścia....i najpiękniejsza chwila gdy wszyscy wychodzą a ja zostaję w ciszy i spokoju po to żeby położyć się spać ;) Ostatnio jestem mega zmęczona i muszę robić drzemki bo bym zasnęła na stojąco...

Generalnie zawsze się zastanawiam jak to się dzieje że my zdążamy..Zdążamy do szkoły, na zebrania, do znajomych, na urodziny. Właściwie to na palcach jednej ręki policzyłabym sytuacje w których się spóźniliśmy gdziekolwiek...Ktoś kiedyś powiedział że im więcej obowiązków tym lepsza organizacja i chyba coś w tym jest patrząc na nas :) 

Fakt że poranek to zazwyczaj gonitwa. Mam wrażenie że muszę panować nad wszystkim i to raczej nie tylko wrażenie bo jestem pewna że gdybym odpuściła to by się wszystko rozwlekło....i wtedy moglibyśmy nie zdążyć....
W obecnej sytuacji raczej staram się panować sama nad porankami-bo pewnie zastanawiacie się gdzie w tym wszystkim mój mąż... On chodzi do pracy-ja póki co nie-dlatego też wiem że rano ważniejsze jest to aby on zjadł i zdążył ze wszystkim bo ja będę miała jeszcze sporo czasu po ich wyjściu a niedobrze mi będzie czy tak czy siak....Z resztą mąż jest spoko ;) Nie lubię go chwalić bo zawsze potem coś odwali i mnie wkurzy-jakby wiedział że został pochwalony i specjalnie chciał coś zepsuć ;) 

Zwykły poranek-dla każdego jest czymś innym. Ja wbrew wszystkiemu lubię nasze poranki bo są  po prostu nasze :) Jedyne w swoim rodzaju :)

Dobrego popołudnia :*