Jestem mamą dwójki dzieci-Emi-inaczej Isia-starsza córka nazwana tak przez młodszą, druga córka pieszczotliwie nazywana Pimpuś ;) trzecie dziecko w drodze-płeć nieznana :) Posiadamy szczura-Kizię, świnkę morską- Toffika, rybki oraz od niedawna psa- przekochaną suczkę Zumę. Nasze życie jest raczej przeciętne ale zdecydowanie nie ma w nim miejsca a nudę.

Wciąż coś się dzieje, wciąż w biegu-trzeba to , trzeba tamto, siamto....Dziecko do szkoły, drugie dziecko do przedszkola, pies na dwór, świnka wrzeszczy bo słyszy szelest worka otwieranego żeby nakarmić szczura...
Matko, matko, przydało by się coś zjeść....przemierzam drogę z pokoju do kuchni która wcale nie jest długa ale jakże najeżona przeszkodami-tu piłka psa, tu wypadło ziarenko z klatki szczura-Kizi- "ałć"!!- boli jak się stanie bosą stopą, klocek lego......, skarpeta?!! kto znowu zostawił skarpetę na środku korytarza!!??- aaaaa-to moja....no cóż każdemu może się zdarzyć... ;) docierając do kuchni słyszę już wołanie z pokoju- MAMA!! MAMA!!- biegnę bo przecież pewnie coś się stało...-
-Mama, zobacz- misie się tak ułożyły w łóżku że jeden drugiemu położył pupę na buzię, hahahah....
-No nieźle -mówię z uśmiechem- myślę- "JA PIERDZIELE, NO PRZECIEŻ MOGŁAM SIĘ TEGO SPODZIEWAĆ''
Wracając do kuchni żeby w końcu spróbować zrobić sobie coś do jedzenia uświadamiam sobie ze jeszcze nie byłam w wc. Oczywiście wc zajęte przez drugą córkę...
-Isia, długo jeszcze?-pytam spokojnie chociaż mocz mam już prawie na wylocie. Jestem w ciąży...co prawda to dopiero początek ale objawów mam już coraz więcej....

-Nie, już kończę-słyszę z wnętrza toalety...Po chwili bombarduje mnie seria pytań
- Mama a gdzie kupiłaś ten papier?? Fajny, taki miękki...
-Tak wiem , wyjdziesz już?
-Tak już wychodzę, ale tutaj tak ładnie pachnie....-kupiłaś nowy odświeżacz?
-Nie, on już tam jest 3 tygodnie- myślę WYJDŹ JUŻ PROSZĘ BO ZARAZ NIE WYTRZYMAM -mówię;
-Emi wyjdź już, co??, zaraz pogadamy.....
-No już zaraz wychodzę...
"Zaraz" w naszym domu zazwyczaj troooochę trwa....także jestem nieco poirytowana, boli mnie już pęcherz. Zrobiłabym to śniadanie ale wolę nie odchodzić za daleko od drzwi łazienki bo czyhają w domu jeszcze dwie podstępne osóbki które mogły by sprytnie wykorzystać moją chwilę nieuwagi i wedrzeć się niepostrzeżenie do toalety tuż po opuszczeniu jej przez starszą córkę.... Oczywiście każdy tylko na "chwilkę'..... ;)
Po skorzystaniu z wc, zrobieniu na prędce czegokolwiek do jedzenia-chociaż w obecnej sytuacji cokolwiek nabiera nowego znaczenia... W obecnej sytuacji codziennie "cokolwiek" jest czym innym i może być tylko tym co w danej chwili nie wywołuje u mnie odruchu wymiotnego....Jednego dnia jest to grochówka z chlebem jasnym-i tylko jasnym -posmarowanym pasztetową i musztardą, drugiego dnia to musi być chleb z twarogiem i dżemem -koniecznie jakimś kwaśnym ...na szczęście mam zapasy domowego dżemu swojego i od rodziców ze śliwek, porzeczek i agrestu oraz z mirabelek :) mmmm pycha ... rozpływam się......przypadkiem dotknęłam słoik z dżemem truskawkowym... bleee normalnie masakra...jak można jeść dżem truskawkowy...i te miękkie truskawki zatopione w lepiącej mega słodkiej marmoladzie....na sam widok mam konwulsje.......
W dalszej części poranka pomagam dziewczynkom się uszykować do wyjścia...
Isia zaczęła szkołę w tym roku więc jest już stosunkowo duża, do tego w miarę poukładana, nie zmienia to faktu iż ma problemy z koncentracją i słuchaniem..... 10 razy
pytam czy ma wszystko, czy jest spakowana, czy ma chusteczki, chlebak, wodę, angielski....Umyła zęby, uczesała włosy..Zazwyczaj wszystko ma ale oczywiście jako mama nie wypada nie zapytać czy aby na pewno.... Oczywiście dziecko powinno nauczyć się odpowiedzialności , samo się pakować, pilnować itp ale niechby tylko czegoś nie przyniosło do szkoły to zaraz by było....że przecież mama powinna...mama musi....mama nie sprawdziła......Także ten...po upewnieniu się czy wszystko jest tak jak powinno zabieram się za trudniejszą część-dziecko drugie-słodkiego Pimpusia buntowniczkę....
Z Pimpusiem rzecz jest taka że Pimpuś wie, Pimpuś potrafi, Pimpuś nawet chce ale jakimś dziwnym trafem Pimpuś zaaawsze ma na wszystko czas, nagle przypomina jej się 100 tysięcy ważnych rzeczy które trzeba zrobić właśnie teraz... Pomalować nogi Jasminy w kolorowance, zrobić dla mamy serduszko z ciastoliny, pobawić się z Zumcią....Przebrać się 10 razy...
Pimpuś ustalał poprzedniego dnia z mamą co ubrać do przedszkola dnia następnego ale przecież kobieta zmienną jest i nagle Pimpusiowi zmieniła się koncepcja... Nagle z kolorystycznie dobranych getrów i bluzeczki trzeba zrobić miszmasz-dołożyć grube skarpety i naciągnąć je na getry do połowy kolana niczym babuszka z Syberii, na getry założyć spodnicę z falbanami jak na odpust w Boże Ciało, na bluzkę z krótkim rękawem ubrać bluzkę bez rękawów z cekinami a na włosy wpiąć stos spinek...
I teraz tak.....Mam wybór-zostawić Pimpusia w jej stroju chociaż wygląda jakby jej zabrakło 5 klepki...jakby w domu nikt nie zwracał uwagi na ubiór dziecka i prawdę mówiąc ......w głowie mam 100 myśli a najgłośniesza a nich to- "CAŁE SZCZĘŚCIE ŻE NIE ODPROWADZAM JEJ DZISIAJ DO PRZEDSZKOLA-BĘDZIE NA MĘŻA ;p TAK, FACECI CZASEM NIE POTRAFIĄ UBIERAĆ GUSTOWNIE DZIECI- LUDZIE MU WYBACZĄ"
Druga opcja-walczyć z Pimpusiem-wytłumaczyć jej że tak się normalnie nie ubiera, że tak się nie powinno bo to nie wygląda dobrze, że przecież ta spódnica to na bal a nie do przedszkola a te spinki......a te skarpety to jakaś masakra...... No ale co mi z tego przyjdzie...Pimpuś się mega obrazi, zwyczajnie walnie focha. Będzie wrzask, że ja nie rozumiem, że ona nie chce, ona nie będzie, ona musi.....ja się tylko wkurzę i i tak nic z tego dobrego nie wyjdzie, Pimpusiowi będzie przykro-czy chcę tego? No nie chcę....
Jeszcze jakiś czas temu walczyłam-zdzierałam z nóg skarpety, Pimpuś wył a ja mówiłam że przecież źle wygląda, ze musi być ładnie, schludnie, włosy uczesane a nie jak czupiradło...Ale...no właśnie...jej postrzeganie tego co ładne jest całkiem inne niż moje. Czy chcę żeby moje dziecko było szczęśliwe? Czy raczej chcę żeby ładnie wyglądało bo przez pryzmat stroju mojego dziecka ludzie postrzegają mnie lepiej lub gorzej........ .
Bzdura totalna...Dzisiaj wybieram szczęście Pimpusia. Kocham jej kreatywność i odwagę, jej poczochrane włosy, 10 spinek a na to opaska, gruba czapka kominiarka z uszami jesienią, okulary przeciwsłoneczne w sylwestra...Taka jest i nie będę z tym walczyć....
Po tych wszystkich ekscesach dzieci uszykowane do szkoły i przedszkola, ja względnie najedzona chociaż już i tak mam znowu mdłości....Mąż w miarę spokojnie się ogarnął do wyjścia....i najpiękniejsza chwila gdy wszyscy wychodzą a ja zostaję w ciszy i spokoju po to żeby położyć się spać ;) Ostatnio jestem mega zmęczona i muszę robić drzemki bo bym zasnęła na stojąco...

Generalnie zawsze się zastanawiam jak to się dzieje że my zdążamy..Zdążamy do szkoły, na zebrania, do znajomych, na urodziny. Właściwie to na palcach jednej ręki policzyłabym sytuacje w których się spóźniliśmy gdziekolwiek...Ktoś kiedyś powiedział że im więcej obowiązków tym lepsza organizacja i chyba coś w tym jest patrząc na nas :)
Fakt że poranek to zazwyczaj gonitwa. Mam wrażenie że muszę panować nad wszystkim i to raczej nie tylko wrażenie bo jestem pewna że gdybym odpuściła to by się wszystko rozwlekło....i wtedy moglibyśmy nie zdążyć....
W obecnej sytuacji raczej staram się panować sama nad porankami-bo pewnie zastanawiacie się gdzie w tym wszystkim mój mąż... On chodzi do pracy-ja póki co nie-dlatego też wiem że rano ważniejsze jest to aby on zjadł i zdążył ze wszystkim bo ja będę miała jeszcze sporo czasu po ich wyjściu a niedobrze mi będzie czy tak czy siak....Z resztą mąż jest spoko ;) Nie lubię go chwalić bo zawsze potem coś odwali i mnie wkurzy-jakby wiedział że został pochwalony i specjalnie chciał coś zepsuć ;)
Zwykły poranek-dla każdego jest czymś innym. Ja wbrew wszystkiemu lubię nasze poranki bo są po prostu nasze :) Jedyne w swoim rodzaju :)
Dobrego popołudnia :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz